sobota, 10 listopada 2007

Pulpety wloskie - obiecany przepis

Pulpety wloskie

0.5 kg wolowiny miel.,cebula, jajko, parmezan, chleb kruszony, (rodzynki, orzeszki piniowe - niekoniecznie), mleko, nac pietruszki. Wymieszac, zrobic male kulki.

Sos: cebula, oliwa, pomidory z puszki, sol, bazylia.

Cebulke podsmazyc na oliwie, wlac pomidory. Dodac troche cukru, kostke rosolowa. Gotowac 15-20 minut. W tym czasie uformowane pulpety podsmazac na patelni, wrzucac do sosu. Gotowac razem jeszcze 10-15 minut.

Czarna Mewa

Zrobiłem sobie rano kawy na przebudzenie, dokładnie taką porcję jaką wypijał codziennie tata jak tu był z wizytą i czuję się jak wiedźmin po eliksirze. Puściłem sobie Arch Enemy (pierwszą płytę) i brzmiało to dla mnie jak najwolniejsze rege. No to już nie wiem co.
Dziś i jutro czekają mnie dwa dni nauki - przygotowuję się do poniedziałkowej rozmowy z Ryanair. Trzymajcie kciuki.

Na uspokojenie puściłem sobie to: http://www.deezer.com/?urlIdSong=38463

Porąco go lecam.

M

czwartek, 8 listopada 2007

Ty już chłopie nie myśl

A beer a day keeps the shrink away

środa, 7 listopada 2007

7-11-7

to może być szczęśliwy dzień, data wygląda bardzo sympatycznie...

poniedziałek, 5 listopada 2007

Odrobiny odwagi...


...wymaga, żeby jadąc kompletnie pustą drogą, w nocy, po bezludziu, puścić sobie muzykę z "Fire walk with me" Lyncha. Black dog runs at night...
Za to ciarki na plecach gwarantowane.

niedziela, 4 listopada 2007

Austria

W sobotę pojechaliśmy odwiedzić Ramonę i Roberta w Austrii. Zabraliśmy ich ulubiony tort, butelkę napitku w prezencie, cały bagażnik rzeczy potrzebnych młodemu małżeństwu z dzieckiem na dwudniowy pobyt i ruszyliśmy.

Trasa z Gemony do Austrii to jeden z ciekawszych fragmentów drogi, jakie widziałem w Europie. Jedzie się przez góry nowoczesną autostradą; po bokach migają stare mosty kolejowe, jakieś miasteczka ukryte w dolinach; stoki są porośnięte gęstym lasem, dopiero na pewnej wysokości wyłaniają się skalne ściany. Nawet przy idealnej pogodzie, w pełnym słońcu, tu i ówdzie unoszą się jakieś mgiełki, wokół szczytów zawsze kłębią się białe kłaczki chmur. Można sobie puścić muzykę Clannad i jeździć tak godzinami.

Wizyta była jak zwykle bardzo sympatyczna, wypiliśmy z Robertem sporo lokalnego piwa, zjedliśmy trochę tradycyjnego austriackiego jedzenia jak pieczone golonki, kapusta, szynka i ciemny chleb. Potem ogarnął nas szał latania maleńkimi helikopterkami, które wyposażone są w celowniki optyczne i mogą się nawzajem zestrzeliwać.
Położono nas spać późno.

Dziś rano po śniadaniu wybraliśmy się na zwiedzanie, zobaczyliśmy najbrzydszy budynek na świecie (albo najładniejszy, zależy co się brało)


Potem pojechaliśmy na
wienerschnitzel, a potem już był czas, żeby wracać.

Napiszę wam, kiedy mi odżyje wątroba. Dieta śródziemnomorska stępiła moją wytrzymałość na świńskie mięso. Chyba już na zawsze będę musiał pozostać przy pomidorkach, oliwkach, ewentualnie delikatnych pulpecikach przy niedzieli (na które mam świetny przepis).

PS Mam jakieś wpisy w N70, ale nie czuję się na siłach, by teraz wrzucać. Cierpliwości.