piątek, 31 sierpnia 2007
Fire walk with me
Znalazłem właściwe określenie miejsca, w którym się znajduję. "Z Archiwum Przystanku Twin Peaks".Takie dni jak dzisiaj, wypełnione do połowy rozpaczliwym poszukiwaniem zajęcia, kiedy jestem w pracy, a potem gorączkowymi próbami upchania w kilku pozostałych godzinach całej reszty mojego życia, plus dziwne akcje w stylu nagłe robienie fotografii komuś do dowodu osobistego na jutro na rano, o czym dowiaduję się, pospiesznie połykając kolację, na którą wróciłem pędząc motorem prosto z lekcji włoskiego, która odbywała się w pobliskiej szkole podstawowej, zamienionej na internat dla kilkunastu zespołów folklorystycznych z Francji, Węgier, Słowenii, które przyjechały do mojej wsi na tygodniowe występy z okazji święta patrona, o którym to święcie jeszcze napiszę. I wierzcie mi, nic a nic nie koloryzuję. Czy muszę dodawać, że robię to wszystko trzymając na ramieniu małą Klarę, która zaczyna się wściekać, kiedy tylko zauważa, że nie poświęcam jej całej mojej dostępnej uwagi. I to jest akurat w tym wszystkim najfajniejsze, bo mała wścieka się prawie tak słodko jak jej mama.
Gdzieś pisało, że z okazji Dnia Bloggera mam polecić pięć blogów innym. No to już, w kolejności:
mydziecisieci.blog.pl - pierwszy blog jakiego w ogóle w życiu widziałem, wypaczył moje pojęcie o tej formie aktywności literackiej na zawsze. i dzięki mu za to.
czerski.art.pl - czasem jest czerstwy, ale pisze bez błędów i napisał też najlepszą książkę o Papieżu, jaką czytałem. Jedyną książkę o Papieżu, jaką czytałem, ale to w zasadzie nieistotne.
nowyszamanizm.salon24.pl - ten facet ma coś naprawdę ciekawego w głowie.
gizmodo.com - uwielbiam gadżety, nawet nie mieć, ale oglądać.
damianchrobak.blogspot.com - bo mnie zżera tęsknota za Londynem.
Etykiety:
archiwum x,
bloggers day,
dziecko,
dzień bloggera,
italy,
przystanek alaska,
twin peaks,
wlochy
czwartek, 30 sierpnia 2007
@linka ratuje mlodych Polakow na obczyznie
Dzis od rana w robocie wszyscy zli jak skurwesyn. Zoran, ze rozcial pakiet rur, a szef mu nie powiedzial, ze nie ma rozcinac. Szef, ze Zoran rozcial pakiet, choc nikt mu nie powiedzial, ze ma rozciac. Mladen, ze Zoran go opierdolil za nic i "Jebem ti matku" mu powiedzial.I tylko ja od rana jestem wyluzowany jak dredziasty rasta na Brixtonie. A powod jest taki, ze mi @linka w prywatnym mailu swoje zdjecia topless przyslala.
A tymczasem w gorach rozpetala sie burza i chyba zaraz bedziemy wracac do bazy. Co mnie niezmiernie cieszy.
środa, 29 sierpnia 2007
Bośniacy
Bośniacy - czereśniacy, jak sie kłócą, a robią to 7-8 razy dziennie, to mówią do siebie: "Jebem ti matku", co jest o tyle zabawne, że są to rodzeni bracia.Komentarza technicznego nadszedł czas - tę notkę piszę na kompie, więc z polskimi znakami. Normalnie wklepuję notki w ciągu dnia na mojej N70, bo po powrocie do domu to zajmuję się żoną i dzieckiem i mam tylko chwilę na przekopiowanie tekstu. Poza tym, notki pisane na gorąco, chociaż są zupełnie surowe pod względem stylu, to jednak są bardziej autentyczne. Jak wracam do domu to już zupełnie inaczej o wszystkim myślę.
Pojawiające się fotki to zwykłe pstryczki, których jedyna wartość jest taka, że robię je w tym samym czasie i miejscu, kiedy piszę notkę.
No i tyle sobie popisałem, rozryczała się mała Klarcia. Pa.
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Wojownik
Sam nie wiem jeszcze, czy wesprzec Imperium czy sily Rebelii. Tymczasem cwicze na sucho, na trawie.
27.08.2007, 07:34
Rok temu z okladem bylem pewien, ze nie ma nic bardziej zajebistego na swiecie niz mieszkac w malej wiosce u podnoza Alp, posrod winnic, blisko morza. Cudowne widoki, klimatyczne lokalizacje, zamki, gorskie rzeki. Podobny blad popelnil kiedys Thor Heyerdahl, kiedy razem z zona wyniosl sie na egzotyczna wyspe, szukac szczescia wsrod prymitywnych tubylcow. Po roku zwiewali stamtad z podkulonymi ogonami, a nikt przeciez nie powie, ze koles byl za miekki. Miejsca interesujace na wakacje niekoniecznie sa fajne na stale zamieszkanie. Dzis nie jestem nawet pewien, czy na wakacje bym tu przyjechal.
To w ogole ciekawy problem jest w dzisiejszych czasach - wybor miejsca zamieszkania. Granice otwarte, z glodu raczej nigdzie w Europie sie nie zdycha, jakas robote mozna znalezc podobno nawet w Polsce. Trzeba brac pod uwage zupelnie inne rzeczy, o ktorych kiedys w ogole sie nie myslalo.
W Londynie z jakiegos powodu czulem sie dobrze na codzien, a czesto bylo mi wrecz bosko. Moze to ukryty gdzies w glebi mnie maly chlopiec, wychowany w lesie, ktory dotad widzial tylko z rzadka smierdzace Burkina Faso, zachwycal sie co dzien kolorowymi swiatelkami wielkiej metropolii. Ale mysle, ze to cos wiecej bylo.
Tutaj nie jest zle, gdyby patrzec obiektywnie. Tylko ze ja nie moge patrzec obiektywnie, bo ogladam to wszystko przez te dwie kamerki z przodu twarzy i one chca, zeby migaly czerwono dwupietrowe autobusy, zeby dredziasci rasta sciemniali na Camden, kolorowe tlumy przelewaly sie w metrze. I analogicznie jest jesli chodzi o pozostale zmysly.
A polenta to jedyne danie swiata, co do ktorego wiem, ze nie jestem w stanie go przelknac. Nie probowalem do tej pory zupy z baranich jader, moze to bylby numer dwa. Ale potwierdzona jest tylko polenta. A wiele rzeczy przeciez jednak, wiedziony ciekawoscia, zakosztowalem.
27.08.2007, 07:34Rok temu z okladem bylem pewien, ze nie ma nic bardziej zajebistego na swiecie niz mieszkac w malej wiosce u podnoza Alp, posrod winnic, blisko morza. Cudowne widoki, klimatyczne lokalizacje, zamki, gorskie rzeki. Podobny blad popelnil kiedys Thor Heyerdahl, kiedy razem z zona wyniosl sie na egzotyczna wyspe, szukac szczescia wsrod prymitywnych tubylcow. Po roku zwiewali stamtad z podkulonymi ogonami, a nikt przeciez nie powie, ze koles byl za miekki. Miejsca interesujace na wakacje niekoniecznie sa fajne na stale zamieszkanie. Dzis nie jestem nawet pewien, czy na wakacje bym tu przyjechal.
To w ogole ciekawy problem jest w dzisiejszych czasach - wybor miejsca zamieszkania. Granice otwarte, z glodu raczej nigdzie w Europie sie nie zdycha, jakas robote mozna znalezc podobno nawet w Polsce. Trzeba brac pod uwage zupelnie inne rzeczy, o ktorych kiedys w ogole sie nie myslalo.
W Londynie z jakiegos powodu czulem sie dobrze na codzien, a czesto bylo mi wrecz bosko. Moze to ukryty gdzies w glebi mnie maly chlopiec, wychowany w lesie, ktory dotad widzial tylko z rzadka smierdzace Burkina Faso, zachwycal sie co dzien kolorowymi swiatelkami wielkiej metropolii. Ale mysle, ze to cos wiecej bylo.
Tutaj nie jest zle, gdyby patrzec obiektywnie. Tylko ze ja nie moge patrzec obiektywnie, bo ogladam to wszystko przez te dwie kamerki z przodu twarzy i one chca, zeby migaly czerwono dwupietrowe autobusy, zeby dredziasci rasta sciemniali na Camden, kolorowe tlumy przelewaly sie w metrze. I analogicznie jest jesli chodzi o pozostale zmysly.
A polenta to jedyne danie swiata, co do ktorego wiem, ze nie jestem w stanie go przelknac. Nie probowalem do tej pory zupy z baranich jader, moze to bylby numer dwa. Ale potwierdzona jest tylko polenta. A wiele rzeczy przeciez jednak, wiedziony ciekawoscia, zakosztowalem.
niedziela, 26 sierpnia 2007
Nad strumieniem
26.08.2007, 14:53Jestesmy nad slonecznym, gorskim strumieniem. Francesca siedzi z Klara w cieniu drzew i czyta ksiazke, a ja opalam sie na wielkich kamieniach. Przed chwila poszedlem sie kapac na glajca, bylo bardzo przyjemnie, chociaz woda lodowata. Teraz slucham nowej plyty Kings of Leon. Rozluzniam sie. W okolicy jest troche ludzi, ale wszyscy trzymaja odpowiedni dystans. Nie widac nikogo, slychac tylko czasem cichutko samochod albo szczekanie psa. To jest jedna z tych krotkich chwil, kiedy lubie to miejsce. Jutro niestety wracam do pracy i bedzie to ciezki powrot.
Od jutra zaczynam szukac innego zajecia. Jesli mam przetrwac ten rok, musze znalezc normalna prace gdzies wsrod ludzi, zrobic jakis kurs, wpompowac troche akcji w to monotonne zycie. Spedzic troche czasu w miescie. Poznac w koncu kogos w moim wieku, kompana do wypicia piwa i do pogadania. Trudno mi uwierzyc, ale przez caly rok nie poznalem tutaj naprawde nikogo. Wszyscy tu znaja sie od dziecka. Ci, ktorzy interesowali sie troche swiatem, dawno wyjechali. Zostali ci, ktorym dobrze wsrod stale tych samych kilku twarzy, ktorzy lubia jesc w kolko to samo jedzenie i bawic sie zawsze w ten sam sposob. Ostatni obcokrajowcy, ktorzy mieszkali w mojej wsi, to byli przywiezieni tu przez hitlerowcow ukrainscy Kozacy, ktorzy skonczyli bardzo marnie. A teraz wszyscy mnie pytaja, czy znam jakies kozackie piosenki. Taka jest ich idea obcokrajowca.
sobota, 25 sierpnia 2007
Centrum
25.08.2007, 16:46Najwieksze centrum handlowe calego regionu Friuli. Pomimo, ze wszystkie inne miejsca wciaz sa opustoszale z powodu wakacji, tutaj, jak zawsze, tlumy. Mielismy wiekszy niz kiedykolwiek problem z parkowaniem, ale wlasnie dzieki temu odkrylem nowy parking, blisko tylnego wejscia. Jeszcze niewiele osob go zna, wszyscy czatuja na okazje przy wejsciu glownym.
Teraz czekam ze spiaca Klara pod schodami, a Francesca wymienia swoje ostatnie zakupy w H&M. Ja obserwuje ludzi. We Wloszech to jedno z niewielu miejsc ktore znam, gdzie moge oddawac sie temu mojemu ulubionemu zajeciu.
Za to najbardziej kochalem Londyn - za nieprzerwany karnawal, za przedstawienie, ktore moglem podziwiac o kazdej porze dnia i nocy.
Za to kochalem Londyn najbardziej, ale nie tylko za to. W Londynie czulem, ze jestem dokladnie tam, gdzie byc chce i gdzie byc powinienem. I od pierwszego dnia marzylem, ze wlasnie tam wychowam moje dzieci. Nie wiem dlaczego w pewnym momencie wydalo mi sie, ze skoro tam jest dobrze, to bedzie mi sie podobalo rowniez we Wloszech.
Subskrybuj:
Posty (Atom)