poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Wojownik

Sam nie wiem jeszcze, czy wesprzec Imperium czy sily Rebelii. Tymczasem cwicze na sucho, na trawie.
27.08.2007, 07:34

Rok temu z okladem bylem pewien, ze nie ma nic bardziej zajebistego na swiecie niz mieszkac w malej wiosce u podnoza Alp, posrod winnic, blisko morza. Cudowne widoki, klimatyczne lokalizacje, zamki, gorskie rzeki. Podobny blad popelnil kiedys Thor Heyerdahl, kiedy razem z zona wyniosl sie na egzotyczna wyspe, szukac szczescia wsrod prymitywnych tubylcow. Po roku zwiewali stamtad z podkulonymi ogonami, a nikt przeciez nie powie, ze koles byl za miekki. Miejsca interesujace na wakacje niekoniecznie sa fajne na stale zamieszkanie. Dzis nie jestem nawet pewien, czy na wakacje bym tu przyjechal.
To w ogole ciekawy problem jest w dzisiejszych czasach - wybor miejsca zamieszkania. Granice otwarte, z glodu raczej nigdzie w Europie sie nie zdycha, jakas robote mozna znalezc podobno nawet w Polsce. Trzeba brac pod uwage zupelnie inne rzeczy, o ktorych kiedys w ogole sie nie myslalo.
W Londynie z jakiegos powodu czulem sie dobrze na codzien, a czesto bylo mi wrecz bosko. Moze to ukryty gdzies w glebi mnie maly chlopiec, wychowany w lesie, ktory dotad widzial tylko z rzadka smierdzace Burkina Faso, zachwycal sie co dzien kolorowymi swiatelkami wielkiej metropolii. Ale mysle, ze to cos wiecej bylo.
Tutaj nie jest zle, gdyby patrzec obiektywnie. Tylko ze ja nie moge patrzec obiektywnie, bo ogladam to wszystko przez te dwie kamerki z przodu twarzy i one chca, zeby migaly czerwono dwupietrowe autobusy, zeby dredziasci rasta sciemniali na Camden, kolorowe tlumy przelewaly sie w metrze. I analogicznie jest jesli chodzi o pozostale zmysly.
A polenta to jedyne danie swiata, co do ktorego wiem, ze nie jestem w stanie go przelknac. Nie probowalem do tej pory zupy z baranich jader, moze to bylby numer dwa. Ale potwierdzona jest tylko polenta. A wiele rzeczy przeciez jednak, wiedziony ciekawoscia, zakosztowalem.

niedziela, 26 sierpnia 2007

Nad strumieniem

26.08.2007, 14:53

Jestesmy nad slonecznym, gorskim strumieniem. Francesca siedzi z Klara w cieniu drzew i czyta ksiazke, a ja opalam sie na wielkich kamieniach. Przed chwila poszedlem sie kapac na glajca, bylo bardzo przyjemnie, chociaz woda lodowata. Teraz slucham nowej plyty Kings of Leon. Rozluzniam sie. W okolicy jest troche ludzi, ale wszyscy trzymaja odpowiedni dystans. Nie widac nikogo, slychac tylko czasem cichutko samochod albo szczekanie psa. To jest jedna z tych krotkich chwil, kiedy lubie to miejsce. Jutro niestety wracam do pracy i bedzie to ciezki powrot.
Od jutra zaczynam szukac innego zajecia. Jesli mam przetrwac ten rok, musze znalezc normalna prace gdzies wsrod ludzi, zrobic jakis kurs, wpompowac troche akcji w to monotonne zycie. Spedzic troche czasu w miescie. Poznac w koncu kogos w moim wieku, kompana do wypicia piwa i do pogadania. Trudno mi uwierzyc, ale przez caly rok nie poznalem tutaj naprawde nikogo. Wszyscy tu znaja sie od dziecka. Ci, ktorzy interesowali sie troche swiatem, dawno wyjechali. Zostali ci, ktorym dobrze wsrod stale tych samych kilku twarzy, ktorzy lubia jesc w kolko to samo jedzenie i bawic sie zawsze w ten sam sposob. Ostatni obcokrajowcy, ktorzy mieszkali w mojej wsi, to byli przywiezieni tu przez hitlerowcow ukrainscy Kozacy, ktorzy skonczyli bardzo marnie. A teraz wszyscy mnie pytaja, czy znam jakies kozackie piosenki. Taka jest ich idea obcokrajowca.

sobota, 25 sierpnia 2007

Centrum

25.08.2007, 16:46

Najwieksze centrum handlowe calego regionu Friuli. Pomimo, ze wszystkie inne miejsca wciaz sa opustoszale z powodu wakacji, tutaj, jak zawsze, tlumy. Mielismy wiekszy niz kiedykolwiek problem z parkowaniem, ale wlasnie dzieki temu odkrylem nowy parking, blisko tylnego wejscia. Jeszcze niewiele osob go zna, wszyscy czatuja na okazje przy wejsciu glownym.
Teraz czekam ze spiaca Klara pod schodami, a Francesca wymienia swoje ostatnie zakupy w H&M. Ja obserwuje ludzi. We Wloszech to jedno z niewielu miejsc ktore znam, gdzie moge oddawac sie temu mojemu ulubionemu zajeciu.
Za to najbardziej kochalem Londyn - za nieprzerwany karnawal, za przedstawienie, ktore moglem podziwiac o kazdej porze dnia i nocy.
Za to kochalem Londyn najbardziej, ale nie tylko za to. W Londynie czulem, ze jestem dokladnie tam, gdzie byc chce i gdzie byc powinienem. I od pierwszego dnia marzylem, ze wlasnie tam wychowam moje dzieci. Nie wiem dlaczego w pewnym momencie wydalo mi sie, ze skoro tam jest dobrze, to bedzie mi sie podobalo rowniez we Wloszech.

piątek, 24 sierpnia 2007

Szyba

24.08.2007, 13:40

Urlop sie konczy, a mnie dopada przemozna chec ucieczki do Irlandii, gdzie siedzi Dima i oferuje mi prace. I gdybym nie mial corki to wlasnie drukowalbym bilet Ryanair dla mnie i dla zony. A tak, zamiast tego, wstawiam szybe w drzwi, bo wypadla wczoraj przy dyskusji.
Zdecydowanie chce zaznaczyc, ze nieprawda jest, co mowia niektorzy, ze wszedzie jest fajnie i czlowiek inteligentny wszedzie sobie znajdzie wlasny kat. Sa na tym swiecie miejsca nieznosne i powinienem byl o tym pamietac, ja, ktory jestem z Polski. Tymczasem wpakowalem sie w gowno na dwa lata, przy czym jeden rok wciaz zostal z tego do odgarowania. I pojecia nie mam, jak przez to przebrne.

czwartek, 23 sierpnia 2007

Szczepienie

23.08.2007, 11:00

Lato konczy sie w brzydkim stylu: codziennie pada deszcz. Zaloze sie, ze slonce wyjdzie natychmiast jak tylko wroce do pracy.
Ostatni tydzien urlopu spedzam z Franci i Klara po urzedach i przychodniach; odrywanie papierowego numerka, wyswietlacz z czerwonymi zaroweczkami, czekanie. Dzisiaj na przyklad bylismy z Klara u szczepienia. Zniosla je nadspodziewanie dobrze, zaplakala tylko w momencie uklucia. Dzielna po tacie.
Aby zakonczyc jakims milym akcentem, przedstawiam zdjecie mojego wczorajszego obiadu: jako mieso wystapila sztuka wolowiny, jako surowka - cienko krojony boczek. Wszystko razem bylo przepyszne. Dzisiaj dla odmiany pasta.

wtorek, 21 sierpnia 2007

We wloskim urzedzie

21.08.2007, 12:18

Jestesmy w urzedzie do spraw macierzynstwa w Udine. Czekamy na nasza kolej do okienka; siedzimy w przestronej sali, wypelnionej prawie w polowie Afrykanami. Zastanawia obecnosc straznika z bronia ostra. Pewnie gdybym probowal zrobic zdjecie, dostalbym kulke miedzy oczy.
Jest spore zamieszanie z numerkami, ludzie wychodza, potem wracaja gdy ich kolej minela, spieraja sie kto nastepny albo staja na samym srodku sali, niesmialo drobiac w miejscu, mnac w reku niekompletne dokumenty.
W koncu nadchodzi godzina przerwy obiadowej. Jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki, urzednicy przyspieszaja prace. Dziesiec ostatnich numerkow zostaje zalatwionych w dziesiec minut.
Na samym koncu jestesmy my. Francesca ledwie ma czas usiasc na krzesle, kiedy pan wrzuca jej papiery do plastikowego korytka i mowi, ze to wszystko.
Bardzo, bardzo jestem ciekaw czy nasza sprawa nie zaginie gdzies po drodze.

poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Deszcz

20.08.2007, 11:27

Pada deszcz. Dzis jakos wybitnie mi to odpowiada.
Zalozylismy wlasnie w banku konto dla Klary. Coraz mocniej dociera do mnie, ze zostaniemy we Wloszech na stale. I wlasnie dzisiaj, o dziwo, ta mysl nie jest dla mnie przykra. Chociaz pada deszcz; a moze wlasnie dlatego. Po tym, kiedy mily pan w banku roztoczyl przed nami dziesiecioletnia perspektywe zyskow, ogarnal mnie dziwny spokoj. Tak jak w piatek, kiedy weszlismy na poklad promu, zajelismy miejsca w wygodnym boksie i uswiadomilem sobie, ze wreszcie mam dwie godziny spokoju i chocbym nawet chcial sie na cos specjalnego wysilic, to teraz nie moge. I dziwnie dobrze mi z ta mysla bylo. Czuje, jak z dnia na dzien zmieniam sie w kogos, kim jeszcze nigdy przedtem nie bylem. Moze te czeste ataki paniki i zlosci, ktore mnie ostatnio nekaja, to ostatnie podrygi zanikajacej, poprzedniej osobowosci.
Jest jeszcze inna mozliwosc, ktora jest tak interesujaca, jak i niepokojaca: moje samopoczucie zmienia sie wraz z calkowicie odmienionymi nawykami zywieniowymi. I kiedy poslusznie podazam sciezkami nowej diety, to czuje sie doskonale. A kiedy cos znow z jedzeniem nabalaganie, dopada mnie przygnebienie i zlosc.
Czy jestem w stanie sprawdzic, ktore z tych przypuszczen jest prawdziwe?